Grom: moja strona | blog | ranking | kolekcja | lista życzeń | aktualnie gram/czytam

10-02-2012 18:34

Rozdział 38

W działach: Mroczne przebudzenie

Przypominam, że z racji na treść zawierającą wulgaryzmy, brutalność, nawiązanie do alkoholu, a możliwe, że i elementy seksu, czy środków odurzających, tekst ten skierowany jest do czytelników PEŁNOLETNICH

 

Rozdział I

 

.

.

.

 

Rozdział XXXVII

 

Rozdział XXXVIII

 

Choć może to dziwne, to tym razem nie zamarłem. Dostrzegając jak zaczyna spać od razu pomyślałem o tym co mogę zrobić. Nie była to reakcja instynktowna, a w pełni świadome działanie. Gdy tylko zaczęła mnie mijać, błyskawicznie wyrzuciłem lewą rękę w jej kierunku. Poczułem lekkie uderzenie i momentalnie zacisnąłem place. Ucapiłem ją za nadgarstek. Natalia znów krzyknęła, gdy szarpnęło nami potężnie. Oba moje ramiona wybuchły ostrym, gorącym bólem, wyciskając jęk bólu z mojego gardła. Natalia dodatkowo uderzyła bokiem o drabinę pode mną i obwisła bezwładnie.

Ja zaś poczułem jak mój uchwyt na metalowym szczeblu zaczyna słabnąć. Wilgotny metal próbował mi się wyśliznąć, a ból z ramion sprawiał, że nie miałem pewności, czy nie wyrwałem ich ze stawów. Popatrzywszy w dół w lekko rozwianej mgle ujrzałem beton podłoża, oddalony o kilkanaście metrów.

- Grrr...- Warknąłem przez zaciśnięte zęby zacisnąłem z całej siły dłoń na szczeblu. „Nie po to tyle przeżyłem, aby teraz zginąć spadając z drabiny! Trzymaj się, tępy koksie. Wytrzymaj!” wrzeszczałem na samego siebie w  myślach. Sapnąwszy, przyciągnąłem się z powrotem do drabinki i zahaczyłem łokciem o niższy stopień. Ból w ramieniu trochę zelżał.

Natalia zaczęła się lekko poruszać. Popatrzyłem na nią i dostrzegłem jak kręci głową, próbując dojść do siebie.

- Hej, żyjesz? – Spytałem. Rozejrzała się na boki, szukając mojego głosu.

- Tu, na górze. – Podpowiedziałem je. Spojrzała na mnie i od razu wróciła jej świadomość. Jęknąwszy desperacko złapała moją rękę obiema dłońmi. Zakołysała przy tym nami, potęgując ból w moich ramionach. Nie skarżyłem się jednak. Zaraz namacała stopami szczeble drabiny i wsparła się na nich. Puściła wolna dłonią moja rękę i złapał się drabiny.

- Trzymam się. – Krzyknęła. Skinąłem głową, pomału rozwierając uścisk w którym trzymałem jej drugi nadgarstek. Wolałem się upewnić, że nie poleci w dół jak tylko ją puszczę. Na szczęście faktycznie się trzymała.

- Co to było? – Spytałem, odetchnąwszy. – Flader?

- Nie... – Jęknęła tylko, spuszczając wzrok. – Gołąb. Pierdolony gołąbek.

Zobaczywszy odległość do ziemi wzdrygnęła się mocno i uparcie spojrzała z powrotem w górę. Skinąłem tylko głową i poruszyłem na przemian ramionami. Na szczęście wcześniejsze wrażenie było mylne i stawy był całe. Odetchnąwszy, wznowiłem wspinaczkę i po chwili wyjrzałem na lekko spadzisty dach. Tym razem nie było tu gołębi, ani żadnego innego stworzenia. Odczekałem jeszcze sekundę nasłuchując, a gdy nic nie usłyszałem, wszedłem na dach. Odwróciłem się od razu i sięgnąłem po kobietę. Zignorowawszy moja rękę, wspięła się obok mnie. Wzruszyłem ramionami, zdejmując z pleców strzelbę. Farkas również wyjęła broń i ruszyliśmy poszukać włazu.

Dach był duży i jednolity. Tylko na środku, z bite dziesięć metrów od nas, wystawało z niego kilka kominów. Podstawę stanowiły cztery, ustawione w krzyż murki w których straszyły szpary dla dymu. Dopiero z nich wystawały owalne rury przedłużeń niektórych z szybów. Jako, że nigdzie indziej nie dostrzegłem włazu, uznałem, że pewnie one mi go zasłaniają. Pomału podeszliśmy bliżej i wyjrzałem za nie. Tak jak podejrzewałem właz znajdował się w złączeniu ramion. Zmarszczyłem brwi nastawiając uszu a strzelbę ścisnąłem mocniej.

Właz był otwarty.

Ostrożnie przestawiając stopy, aby zrobić jak najmniej hałasu, podszedłem bliżej i zajrzałem w otwór. Panowała w nim absolutna, atramentowa ciemność. Przez sekundę zastanawiałem się, czy nie tupnąć kilka razy nogą, aby sprowokować coś co mogło tam siedzieć. Zrezygnowałem szybko z tego pomysłu. Fladery i świry były inteligentne, a gargulce czy zombie też mogły nie dać się sprowokować. Zdradzilibyśmy tylko naszą obecność nic za to nie mając.

Zamiast tego odłożyłem strzelbę i sięgnąłem do plecaka po duże światło chemiczne. Złamałem szybko gruby pręt i potrzepałem nim energiczne mieszając płyny w środku. Stonowane, żółte światło rozbłysło we wszystkich kierunkach. Zabrawszy z powrotem strzelbę, wrzuciłem światło w otwór.

Przeleciało ze trzy metry i uderzyło o podłogę, przeganiając mrok. Uznałem, że właz prowadzi do korytarza, ewentualnie jakiegoś dziwnego składziku, wąskiego i długiego. Odczekaliśmy jeszcze parę sekund, a gdy nic się nie wydarzyło, odetchnąłem głębiej.

- Chyba można spróbować. – Mruknąłem pod nosem. Podszedłem bliżej pod otworu i złapawszy się po jego bokach, wsunąłem nogi do środka. Zawisłem przez sekundę, opuszczając się na samych rękach, po czym zeskoczyłem. Opadłem twardo na nogi, przykucając aby wytracić pęd. Plecak pociągnął mnie w tył, ale zdołałem utrzymać równowagę.

Omiotłem szybko wzrokiem okolice, tym razem wodząc za nim lufami. Moje pierwsze przypuszczenie było trafne. Byłem w korytarzu. Po obu stronach miałem drzwi do kolejnych pomieszczeń a ściany zdobiły plakaty i tablice ogłoszeń. Nigdzie nie dostrzegłem żadnego ruchu.

- Chyba czysto. – Powiedziałem odsuwając się lekko. Farkas zeskoczyła obok, o wiele ciszej i zgrabniej niż ja. Widać już w pełni doszła do siebie. Wskazałem oba kierunki korytarza i spojrzałem na nią pytająco. Ruchem głowy pokazała abyśmy ruszyli w prawo. Zabrałem jeszcze światło i ruszyliśmy.

Sprawdzaliśmy wszystkie mijane drzwi, natrafiając na biura, szatnie łazienkę i pomieszczenie socjalne. Zaraz przy nim korytarz skręca przechodząc w klatkę schodową, prowadzącą w dół. Zaczęliśmy nią schodzić, gdy zaraz za półpiętrem Natalia złapała mnie za ramię. Zaskoczony spojrzałem na nią, a ona wskazała rewolwerem na jeden ze stopni.

Leżało na nim gówno.

- Nie jesteśmy tu sami. – Stwierdziła. Zdziwiło mnie to trochę.

- Skąd wiesz? Gówno jak gówno, może trochę duże, ale...

- Za duże jak na psie, a od czasu Henryka Walezego nikt w Polsce nie srał na schodach.

- Pomijając bolszewików i studentów po imprezie. – Mruknąłem. Pokręciła głową.

- Nieważne, nawet nie o wielkość tu chodzi, tylko o to, że jest świeże. Ma góra kilka godzin.

Otworzyłem usta, aby coś na to odpowiedzieć, ale zaraz je zamknąłem. To faktycznie znaczyło, że przynajmniej nie dawno coś tu żyło. Jeszcze ostrożniej ruszyliśmy dalej, wymijając odchody.

Kolejne dwa piętra były podobne. Pojedynczy korytarz z użytkowymi pomieszczeniami po zewnętrznej stronie. Przejrzeliśmy je pobieżnie, aby upewnić się, że nic nam z nich nie skoczy na plecy. A przynajmniej aby było to mniej prawdopodobne.

Na pierwszym piętrze po wewnętrznej stronie korytarza umieszczono panoramiczne okno. Rozpościerał się z niego widok na duże pomieszczenie, pewnie halę maszynową. Światła w środku były wygaszone, przez co widziałem tylko stalowy chodnik po drugiej stronie szkła i prowadzące do niego schody. Oraz ogrom wolnej przestrzeni. Zdałem sobie za to sprawę, że jeśli ktokolwiek się tam znajduje to bez trudu zauważy, że tu jesteśmy przez otaczającą nas kulę światła. No chyba, że szyba była weneckim lustrem. W co szczerze wątpiłem.

Przyśpieszywszy, zeszliśmy na parter. Korytarz był podobny jak na piętrach, tyle że jego przedłużenia prowadziły do obu osobowych drzwi. Zajrzałem do nich. Tak jak przypuszczałem drzwi były zabarykadowane. Olbrzymie szafy na akta, jakaś kanapa i inne meble zwalono na kupę, byleby uniemożliwić otwarcie drzwi z zewnątrz. Ktokolwiek to zrobił zapomniał widać o włazie na dach. I ktoś z tego skorzystał.

Po sprawdzeniu pokoi w części użytkowej, ostrożnie weszliśmy do dużej hali, którą widzieliśmy przez okno na piętrze. Podłoga była tu naga, w powietrzu zaś unosił zapach benzyny i smarów. Pod ścianami dostrzegłem szafki narzędziowe i pułki z częściami zamiennymi. Gdy ruszyliśmy w głąb, z ciemności wynurzył się kształt sporego samochodu.

- Ooo... – Wyrwało mi się i nie zdołałem powstrzymać uśmiechu.

- Co jest? – Spytała Farkas, patrząc jak podchodzę do pojazdu. Pomału obszedłem go dookoła, przesuwając palcami po kanciastej sylwetce pick-upa. Choć koła były założone to stał na podpórkach, a maskę miał otwartą. Zajrzałem pod nią, ale nie dostrzegłem żadnych niepokojących pustych przestrzeni. Wszystko zdawało się być na swoim miejscu. Nawet charakterystyczny okrągły znaczek przy chłodnicy.

- Wiesz co to jest? – Odpowiedziałem jej pytaniem na pytanie.

- Hmm...Polonez. – Odparła, wzruszając ramionami.

- Nie zwykły Polonez. To Analog. – Poprawiłem ją, zaglądając do czteroosobowej kabiny. Tu również żadnych nadmiarowych braków nie dostrzegłem, choć wykończenie było bardzo surowe.

- Nigdy o takim nie słyszałam.

- Nie dziwię się, to był tylko prototyp. Politycznie ukręcili mu łeb nim wszedł to seryjnej produkcji.

- To skąd ten się wziął? To jeden z tych prototypów. – W jej głosie pojawił się cień zainteresowania.

- Wątpię. – Westchnąłem. – Z tego co wiem niektórzy pasjonaci przerabiali zwykłe Polonezy na podobieństwo Analoga.

- Masochiści. – Cień zainteresowania zniknął tak szybko jak się pojawił. – To był beznadziejny samochód.

- Jak się było dupą a nie kierowcą, to faktycznie nastręczał problemów. – Wzruszyłem ramionami. – Trzeba było umieć go prowadzić i o niego dbać. A i każdy był inny, więc wymagał dostosowania się. Jak z koniem.

- Skoro tak mówisz...w każdym razie nie przyszliśmy po niego, tylko po wóz strażacki. Może więc skupmy się na poszukiwaniach, co?

Westchnąłem ciężko.

- Masz rację. – Przyznałem, odwracając się i ruszając dalej. – Choć szkoda go tu zostawiać. Ktoś na pewno włożył w niego wiele pr... Jezu!

Krzyknąłem, odskakując w bok i podrywając dubeltówkę do strzału.

Z najbliższej dużej szafki szczerzył się do mnie Flader!

 

***

 

Kolejny rozdział w poniedziałek wieczorem


2
Notka polecana przez: earl, zigzak
Poleć Poleć innym tę notkę
Waszym zdaniem...

earl
Ocena:
+1
(+1) [troll]
Za duże jak na psie, a od czasu Henryka Walezego nikt w Polsce nie srał na schodach.

No proszę, jest i ciekawostka historyczna. ;)
10-02-2012 19:46
Grom
Ocena:
+1
(+1) [troll]
Ano:) To niesamowite jak niewiele osób wie kto od kogo uczył się kultury w relacjach Polsko-Francuskich :)
10-02-2012 20:07
earl
Ocena:
0
(+1) [troll]
Francuzi to wymiotowali i oddawali moc po ścianach pałaców. Do dzisiaj w wyjątkowo upalne dni jak się jest w Wersalu to można poczuć lekki smrodek po tym, jak ekstrementy wsiąknęły w tkaniny.
10-02-2012 20:12
Grom
Ocena:
0
(+1) [troll]
Tia, ale to ta zdaniem wielu naszych "kulturowa stolica świata".

W takich chwilach naprawdę cieszę się z bycia barbarzyńcą :D
10-02-2012 20:16
earl
Ocena:
+1
(+1) [troll]
Kultura aż od nich biła, zwłaszcza kiedy się nie myli a tylko skrapiali perfumami.
10-02-2012 20:45
Malaggar
Ocena:
+1
(+1) [troll]
Trudno się dziwić, jak były tam opowiastki na zasadzie "A Pan X umył się i przez to miesiac później zachorował i zmarł".
10-02-2012 20:46
earl
Ocena:
0
(+1) [troll]
Prawdziwy chrześcijanin, jak głoszono, ma tylko jedną kąpiel a jest nią chrzest święty.
11-02-2012 01:11






Konto Polter Plus
Wyszukiwarka graczy i MG

Działy bloga

Ostatnie notki na blogu

Aktywność użytkownika

Blogują

16 V :: zegarmistrz :: Rozdział 1: Areszt dla N... (10)
16 V :: Eliash :: W imię pokoju - raport nr 3 (3)
16 V :: Ruffle :: Steampunk MMO (Made in China.... (4)
16 V :: bohomaz :: A sześć lat temu... (20)
16 V :: Onslo :: Universal Brawlin' System (17)
16 V :: nerv0 :: Moje małe inspiracje (25)
15 V :: Aesandill :: Dwa słowa o Zombie w RPG (37)
15 V :: Kazuya86 :: Franko (14)

Facebook